małą, chyba Ŝe znajdę osobę godną zaufania.

Mówi detektyw Lorraine Conner. Przesłuchuję Daniela Jeffersona O’Grady,
z prędkością sześćdziesięciu kilometrów na godzinę. Siła uderzenia wgniotła
istotkę?
Quincy uśmiechnął się do niej serdecznie.
- To dobrze. - Quincy znów zaczął oddychać. - Jesteś silna - dodał
w ogóle odblokowana. Rainie znów pociągnęła za pas. Oboje patrzyli,
Rainie. Twierdzi, że czternaście lat temu zabiłaś swoją matkę, a on o tym dobrze wie.
Rainie zmarszczyła brwi. Nie rozpoznała tego głosu.
a nie kryminalnych.
– Hej, wygrałem ten motor uczciwie, jak Boga kocham. Nie moja wina, że chłopak nie
– Do roboty, mały – mruknęła pod nosem i zabębniła niecierpliwie palcami.
Nie, nie mogą się z nim jeszcze zobaczyć. Danny potrzebuje więcej czasu i więcej snu.
środka... Nic. Nic. Nic. Pusto.
- Pocieszający jest fakt - powiedziała - że niektóre z tych gazetek prowadzone

- Jestem bratem mojego brata, a nie mojego brata stróŜem - odpowiedział

Po chwili ruszył w drogę. Miał jeszcze tyle do zrobienia przed długą podróżą do hotelu.
Gdy tylko Quincy odłożył słuchawkę, dzwonek znów się odezwał. Chwycił
- Cześć!

i karku. Zatrzymywała się nagle na środku ulicy albo odwracała się gwałtownie

Nieświadoma burzy, jaka już wkrótce miała się rozpętać nad jej głową, Clemency spędziła miłe, ciche popołudnie. Sprawdziła kilka prac, choć brakowało jednego z zeszytów Arabelli, przygotowała poniedziałkową lekcję francuskiego i zastanawiała się, czy nie zacząć przerabiać z dziewczętami romantycznej prozy Cowpera. Dianie z pewnością spodoba się jego tęskna melancholia, nie była jednak pewna reakcji Arabelli.
Clemency ogarnęło zakłopotanie, poczuła się, jakby śniła pną jawie. Jakaś jej część zdawała sobie sprawę, że nie powinna tego robić, jednak nie potrafiła się powstrzymać. Lysander ma bardzo zgrabne stopy, zauważyła. W porów¬naniu z nimi jej własne wydały się jej małe i blade.
- A co z Amy?

Quincy nie zaprzeczył. Rainie też nie. Rzeczywiście ślady prowadziły do trzeciej ofiary.

- Kochanie, nic, co mi powiesz, nie zmieni tego, co do
Przez te cztery dni Willow prawie w ogóle nie miała z nim
zdecydowanie niekorzystny.